Niepewna przyszłość Grenlandii

Drukuj

W piątkowy wieczór 28 listopada 2014 r. zapadła kluczowa w opinii ekspertów decyzja dotycząca przyszłości Grenlandii. W wyborach do autonomicznego parlamentu w oparciu o głosy niemal 34% społeczeństwa po raz kolejny zwyciężyła partia Siumut. Mimo, że sondaże nie wskazywały jednoznacznie na zwycięzcę, to można jednak mówić o pewnym zaskoczeniu. Szefowa ustępującego rządu tworzonego m.in. przez Siumut odchodziła bowiem w niesławie, wywołanej przez skandal z jej udziałem. Jak widać na Grenlandczykach nie zrobiło to jednak zbyt dużego wrażenia. Jakie konsekwencje przyniesie zatem umocnienie się u władzy Siumut? W jaki sposób wpłynie to na przyszłość wyspy?

Na dalekiej północy

W ostatnich latach jesteśmy świadkami znaczącego wzrostu znaczenia dalekiej północy w stosunkach międzynarodowych. Jest to nierozerwalnie związane z postępującymi zmianami klimatycznymi. Wraz z topnieniem lodowców wzrastają możliwości eksploatacji nowych źródeł bogactw naturalnych oraz dostępność szlaków handlowych biegnących przez Ocean Arktyczny. Zyskało tym samym na znaczeniu położenie geopolityczne terytoriów znajdujących się w tym rejonie, jednym z nich jest Grenlandia. Stanowi ona terytorium zależne Danii, od 1978 r. posiada status autonomii. Na mocy Aktu Samorządowego, który wszedł w życie w 2009 r. na jej terytorium powołano zarówno autonomiczny rząd jak i parlament, którego członkowie wybierani są w wyborach powszechnych co 4 lata.

Grenlandia
Fot. Ringomassa

W piątek, 28 listopada Grenlandczycy poszli do urn w zaledwie 2 lata od poprzednich wyborów. Przedterminowe głosowanie miało miejsce na skutek szeregu skandali z udziałem byłej premier Aleqi Hammond z partii Siumut. W pierwszej połowie roku na światło dziennie wyszło, że finansowała ona swoje prywatne wydatki z pieniędzy podatników. Zarzuca się jej również nepotyzm, przymykanie oczu na korupcję, pogarszanie sytuacji ekonomicznej kraju oraz zniechęcanie inwestorów zagranicznych do lokowania pieniędzy na wyspie. W końcu pod wpływem nacisków owiana złą sławą pani premier zdecydowała się na ustąpienie i wyznaczenie terminu nowych wyborów.

Niejasny status

Wielu ekspertów sugeruje, że decyzja jaka zapadła w ostatnim głosowaniu może mieć w dłuższej perspektywie historyczne znaczenie. Wynika to przede wszystkim z szeregu wyzwań, przed którymi stoi aktualnie Grenlandia. Aby o nich wspomnieć koniecznym jest nakreślenie pokrótce sytuacji społeczno-gospodarczej kraju.

Grenlandia jest jednostką zamieszkiwaną w znakomitej większości przez rdzennych Grenlandczyków, wywodzących się w prostej linii od Innuitów. Posługują się oni głównie językiem grenlandzkim, drugim językiem w praktyce zarezerwowanym dla lepiej wykształconych i piastujących wyższe stanowiska osób jest duński. Podział w społeczeństwie jest jasny. Na górze duński, na dole grenlandzki. Mimo zniesienia statusu kolonii w 1978 r. w umysłach większości Duńczyków wyspa nadal pozostaje synonimem biedy i bezładu. Stereotypowy Grenlandczyk to zapijający się Eskimos, który mniej wie, mniej ma i mniej może.

Fot. Kim Hansen
Fot. Kim Hansen

W praktyce przez wiele lat status wyspy nie był do końca jasny. Nie była ona już kolonią, ale też daleko jej było do autonomii znanej nam chociażby z Hiszpanii, czy też Wielkiej Brytanii. Wszystko zmieniło się w 2009 r. wraz z przyjęciem Aktu o Samorządzie. Oprócz wskazanych wcześniej postanowień uznano w nim Grenlandczyków za oddzielny naród, któremu przysługuje prawo do samostanowienia. Dodatkowo szczegółowo rozdzielono w nim kompetencje w zakresie sprawowania polityki między Kopenhagę a Nuuk, łagodząc nieco wzrastające niepodległościowe ambicje wyspiarzy, jednocześnie utrzymując duńskie wpływy. Od tej chwili wszystko miało być bardziej przejrzyste i zdecydowanie prostsze. Wkrótce okazało się jednak, że tak duży zakres wolności nieco przerósł możliwości Grenlandczyków. Coraz wyraźniej unaoczniały się problemy.  Brakowało pracy, perspektyw, szerzyła się korupcja oraz nie umiano poradzić sobie z patologiami społecznymi. Prawdziwe wyzwanie stanowił pogłębiający się alkoholizm, plaga samobójstw, czy też rozprzestrzeniająca się epidemii wirusa HIV. Dodatkowym niemniej ważnym elementem były co raz bardziej widoczne skutki zmian klimatycznych, które w przypadku Grenlandii wpływały na całokształt życia jej mieszkańców. Potrzebny był pomysł, idea która napędziłaby ograniczony dotychczas rozwój wyspy.

Trudy demokracji

Fot. Lennart Perlenhem (norden.org)
Jonathan Motzfeldt, fot. Lennart Perlenhem (norden.org)

Od chwili utraty statusu kolonii w 1978 r. u sterów grenlandzkiej władzy niemal bez przerwy stoi socjaldemokratyczna partia Siumut. Dotychczasowi premierzy pełniący swoje funkcje z jej ramienia to prawdziwe legendy. Jonathan Motzfeldt czy też Hans Enoksen piastowali swoje stanowiska przez lata, ten pierwszy robił to aż przez (!!!) 23 lata. W 2013 roku na nowego przewodniczącego Siumut, wkrótce również premiera została wybrana Aleqa Hammond, pierwsza kobieta na tym stanowisku w historii Grenlandii. Oczekiwania w stosunku do nowej premier były wysokie. Do wyborów w 2013 r. szła ona z co raz bardziej popularnymi hasłami niepodległościowymi. Obiecywała poprawę sytuacji ekonomicznej wyspy i wspieranie zagranicznych inwestycji. Zaledwie rok później okazało się, że choroba grenlandzkiej demokracji dosięgnęła także panią premier. Na jaw wyszło m.in. finansowanie przez nią prywatnych wydatków z publicznych funduszy. Reakcje społeczeństwa były na tyle zdecydowane, że po 18 miesiącach od objęcia przez nią władzy zmuszona została ją oddać. Wkrótce również rozpisano nowe wybory.

Kampania

W trakcie kampanii liczyły się w zasadzie 2 partie: Siumut i lewicowa Inuit Ataqatigiit( IA – w wolnym tłumaczeniu jej nazwa oznacza Wspólnotę Społeczną). Do ostatniej chwili nie było jasne, która z nich uzyska wymaganą większość, ponieważ sondaże jednoznacznie nie wskazywały zwycięzcy.

Najważniejszym punktem ostatniej kampanii była bezsprzecznie gospodarka. Grenlandczycy zdali sobie sprawę, że jakakolwiek dyskusja dotycząca poprawy ich sytuacji w relacjach z Danią, a nawet ewentualna debata o niepodległości wymaga stabilnej sytuacji ekonomicznej na wyspie. Póki co grenlandzka gospodarka jest całkowicie zależna od wsparcia rządu centralnego. Koniecznym jest zatem wprowadzenie reform wzmacniających inne niż dominujące rybołówstwo sektory gospodarki, takie jak energetyka czy też turystyka. Mogłoby to w znacznej mierze zaradzić dużemu bezrobociu oraz pomóc w poprawie sytuacji społeczeństwa.  Jedną z bardziej palących kwestii jest w tym kontekście wykorzystywanie zasobów naturalnych znajdujących się na wyspie. Aktualnie nie ma na niej żadnych aktywnych kopalni, w tym roku także wyczerpały się całkowicie dostępne na niej zasoby ropy naftowej. Głośnym echem na świecie odbiła się niedawno sprawa dotycząca renegocjacji obowiązującego na wyspie od 25 lat zakazu wydobywania uranu. Ostatni rząd rozważał takie rozwiązanie w celu ułatwienia eksploatacji metali ziem rzadkich przez zagraniczne koncerny. Wywołało to szereg protestów, bowiem konsekwencje ekologiczne wynikające z tej zmiany mogą okazać się dramatyczne. Dokonywanie takich zmian pod wpływem nacisków z zagranicy bez wątpienia nie najlepiej świadczyłoby o stabilności wyspy, co w konsekwencji wpłynęłoby niekorzystnie na jej reputację wśród inwestorów. Koalicja, która rządziła dotychczas, tj. Siumut, Solidarność (Atássut) oraz Partia Innuitów optowały za zniesieniem zakazu i wprowadzenia ograniczonych udogodnień dla inwestorów zagranicznych. Największe konkurencyjne ugrupowanie IA głosiło z kolei hasła utrzymania dotychczas obowiązujących przepisów, otwarcie na zagraniczne inwestycje oraz intensywny rozwój pozostałych sektorów gospodarki.

Innym kluczowym aspektem w trakcie zakończonej własnie kampanii była powracająca kwestia niepodległości. Bez wątpienia wzbudza on najwięcej emocji i mało kogo pozostawia obojętnym. Stopniowe poszerzanie zakresu autonomii wyspy daje pewne nadzieje na to, że w niedalekiej przyszłości stanie się ona niezależna. Aleqa Hammond stwierdziła nawet w jednej ze swoich wypowiedzi, że być może stanie się to za dwie lub trzy dekady. Co bardziej realistyczni komentatorzy zwracają jednak uwagę na całkowite uzależnienie od Danii w wielu względach, nie tylko gospodarczym. Uniezależnienie wymagać będzie zatem znacznie więcej czasu i trudu, niż mogłoby się wydawać, zaś jak można się domyślić Kopenhaga nie będzie skora do ustępstw w tym względzie. Nie tylko wynika to ze wzrastającej roli dalekiej północy na arenie międzynarodowej, ale również z potencjalnych pozytywnych korzyści płynących ze zmian klimatycznych.

Fot. Magnus Fröderberg/norden.org
Aleqa Hammond, fot. Magnus Fröderberg/norden.org

Stosunki z partnerami zagranicznymi stanowiły kolejny ważny punkt kampanii. Chodzi tutaj przede wszystkim o stosunki z Unią Europejską, z której struktur Grenlandia wystąpiła w 1985 r., ze względu na niekorzystne dla niej przepisy wspólnotowe dotyczące rybołówstwa. Współcześnie ze względu na wiele korzyści, jakie niesie ze sobą członkostwo w UE Grenlandczycy poważnie rozważają reakcesje. Nie tylko chodzi tutaj o względy gospodarcze, ale również m.in. o bezpieczeństwo. Mocarstwowa polityka Rosji jest w ostatnim czasie coraz bardziej widoczna także na dalekiej północy. W jednym z wywiadów Władymir Putin stwierdził nawet, że Przejście Północne ma potencjał aby w przyszłości stać się ważniejszym szlakiem handlowym niż Kanał Sueski. Stwierdzenie to może być zapowiedzią wzrastającego zaangażowania Moskwy na tym obszarze, zaś ostatnie działania jej władz w rejonie Morza Bałtyckiego i Północnego wydają się być pierwszym krokiem ku temu.

Wynik

Bezpośrednio przed wyborami Aleqa Hammond została zastąpiona na stanowisku przewodniczącego Siumut przez Kima Kielsena. W wyniku pozytywnego rezultatu listopadowych wyborów parlamentarnych stał się on także premierem. Opinie na jego temat są raczej pozytywne. Jego ogromną zaletą jest fakt, że kreuje wizerunek siebie jako prawdziwego Grenlandczyka. Podkreśla swoje korzenie, doświadczanie i w wypowiedziach posługuje się grenlandzkim. Jest on również bardzo wyważony w swoich opiniach, dotyczy to zarówno planów na przyszłość wyspy, jak również kontrowersyjnych zawirowań związanych z działalnością swojej poprzedniczki. Mówi się nawet, że jego wybór na przewodniczącego nie był przypadkowy. Od dawna należy on do stronnictwa Aleqi Hammond, jego elekcja może być zatem postrzegana jako przedłużenie rządów byłej pani premier.

Fot. Johannes Jansson/norden.org
Kim Kielsen, fot. Johannes Jansson/norden.org

W czwartek 6 listopada prawie tydzień od ogłoszenia wyników wyborów zakończyły się negocjacje koalicyjne. Siumut stworzy koalicje wspólnie z Partią Demokratyczną i Solidarnością, co daje im większość 17 miejsc w 31-osobowym parlamencie Inatsisartut. Jest to pewne zaskoczenie, bowiem do niedawna sądzono, że to partia Naleraq z byłym premierem i byłym członkiem Siumut Hansem Enoksenem znajdzie się w rządzie. Stosunek obu partii do kwestii ekonomicznych, zwłaszcza tych dotyczących wydobycia uranu okazał się jednak zbyt rożny aby można było dojść do porozumienia.

Sytuację, w której znajduje się obecnie Grenlandia można bezsprzecznie nazwać rozwojową. Wydaje się, że stwierdzenie z początku artykułu dotyczące przełomowego charakteru piątkowych wyborów nie jest przesadzone. Grenlandczycy muszą podjąć w najbliższym czasie kilka strategicznych decyzji, z dużym prawdopodobieństwem wpłyną one na przyszłość wyspy, możliwe również, że znacząco ja odmienią. Warunkiem jest jednak poprawa sytuacji społeczno-ekonomicznej oraz intensywna pracy nad ustabilizowaniem demokracji na wyspie. Póki co wydaje się bowiem, że daleko jej do stabilności i przewidywalności. Grenlandczycy mają zatem pełne ręce roboty i niewiele czasu, bowiem sytuacja w ich regionie zmienia się tak dynamicznie, że dalsze zwlekanie z podejmowaniem strategicznych decyzji, może okazać się aż nazbyt kosztowne.