Szwedzki powrót na lewo

Drukuj

Wynik wyborów parlamentarnych w Szwecji z 14 września 2014 r. zaskoczył z kilku powodów.  Po pierwsze, doszło do zmiany składu gabinetu. Sojusz Partii Umiarkowanej (M), Liberalnej (FP), Centrum (C) oraz Chrześcijańskich Demokratów (KD), tzw. Alians z premierem Frederikiem Reinfeldtem na czele zostanie zastąpiony przez koalicję Socjaldemokratów (S), Partii Lewicy (V) oraz Zielonych (MP). Różnica poparcia dzieląca oba alianse jest jak się spodziewano bardzo niewielka. Po drugie, zwycięstwo takie nie daje wygranym większości w parlamencie, co zapewne utrudni znacząco jej położenie ze względu na spore różnice ideologiczne dzielące oba fronty. Wreszcie, koniecznym jest zwrócenie uwagi na fakt, że ugrupowaniem, które zajęło trzecie miejsce w głosowaniu są Szwedzcy Demokraci (SD) przez większość postrzegani jako skrajnie prawicowa partia populistyczna. Jakie są przyczyny powyższych zmian oraz jakie będą ich skutki? Co skłoniło Szwedów do powrotu do starej, dobrej lewicy? Czy sytuacja polityczno-gospodarcza kraju przez ostatnie 8 lat rządów Aliansu była aż tak niekorzystna?

Komu wolność (nie) służy

Fredrik Reinfeldt
Fredrik Reinfeldt

Nie wszyscy obserwatorzy międzynarodowi są w stanie zrozumieć co tak naprawdę się stało. Ostatnie dwie kadencje pod rządami koalicji, na czele której stał Frederik Reinfeldt z punktu widzenia obiektywnych przesłanek były okresem dobrobytu. Po dojściu do władzy obrotny premier od razu zabrał się za obniżanie podatków, doprowadził do prywatyzacji szeregu państwowych przedsiębiorstw oraz obniżenia wyjątkowo hojnych zapomóg socjalnych. Za jego rządów wprowadzono wiele zdecydowanych reform, które uczyniły Szwecję krajem nieco mniej socjalnym, lecz dużo lepiej prosperującym. Najlepszym potwierdzeniem na to jest wzrost szwedzkiego PKB o ok. 20%  w ciągu dwóch dekad, znaczące obniżenie długu publicznego oraz niemal nieskazitelny rating. Zdaniem zwolenników wprowadzonych reform doprowadziły one do tego, że szwedzka gospodarka stała się jedną z najbardziej konkurencyjnych i dynamicznych gospodarek świata oraz modelowym przykładem państwa realizującego zasady zrównoważonego rozwoju. Oprócz innowacyjnych rozwiązań gospodarczych, Reinfeldt podarował również swoim rodakom nieco więcej wolności, pozwalając im samodzielnie wybierać przedszkola, czy też szkoły dla swoich dzieci lub miejsca świadczenia usług zdrowotnych, wcześniej przypisywanych odgórnie. Nie pozbawił ich także darmowej edukacji na wszystkich poziomach, dofinansowywania opieki zdrowotnej  i  nadal wysokich, mimo częściowych ograniczeń zapomóg, w tym 16 miesięcznego płatnego urlopu rodzicielskiego.

Szwedzi okazali się jednak niezadowoleni. W ciągu ostatnich kilku lat coraz częściej oglądali się za siebie tęsknym wzrokiem, wspominając czasy socjalnego bezpieczeństwa, w którym wszystko było państwowe, a podatki, choć wysokie, szły na wspólny cel. Dla Szweda bowiem najważniejsze jest dobro wspólnoty i choć często wymaga to od niego poświęcenia, to z chęcią je poniesie. Jak stwierdził jeden z dziennikarzy szwedzkiego tabloidu Aftonbladet „Podatki są ceną, jaką ponosimy w zamian za cywilizację. Płacenie ich jest nie tylko fajne, ale wręcz sexy”. Wydaje się, że zdanie przeciętnego Polaka w tej materii jest nieco odmienne.

Tęsknota za przeszłością nie była jednak jedyną przyczyną porażki ekipy Reinfeldta. W 2006 roku szedł on do wyborów z hasłem obniżenia bezrobocia, które jak w przypadku większości współczesnych państw europejskich dotykało przede wszystkim osoby młode. Minęło 8 lat i niestety aktualny współczynnik bezrobocia w Szwecji jest jeszcze większy i wynosi 8 %, co czyni go najwyższym spośród wszystkich państw skandynawskich. Wzrost bezrobocia i obniżenie poziomu wsparcia oferowanego przez państwo nieuchronnie doprowadziło do znaczącego wzrostu dysproporcji między najbogatszymi i najbiedniejszymi. W Szwecji unaocznił się nagle problem wcześniej stosunkowo mało znany, zwłaszcza w kontekście szerzenia przez szwedzkie elity egalitarystycznych haseł bezklasowego społeczeństwa. Napięcie, które zrodziło się na skutek powyższych problemów doprowadziło do słynnych już zeszłorocznych awantur i podpaleń samochodów na przedmieściach Sztokholmu. Sceny pokazywane przez niemal wszystkie większe stacje telewizyjne stały się sygnałem dla całego świata, że w socjaldemokratycznej Szwecji coś jednak nie gra.

Wspomniane rozruchy zwróciły uwagę na dodatkowy aspekt, będący w Szwecji do niedawna tematem tabu, czyli problem z asymilacją napływowej ludności. Szwedzkie władze od lat prowadzą politykę udzielania azylu uchodźcom, szczególnie tym politycznym. Przyjmowano już uciekinierów z Chile, Somalii, Iraku i byłej Jugosławii. Współcześnie mamy do czynienia z kolejnym masowym napływem ludności, pochodzącej tym razem m.in. z Syrii, Erytrei i Afganistanu. W najbliższym roku planowana ilość przyjezdnych przekraczających szwedzką granicę ma oscylować w granicach 80-90 tysięcy, co wygeneruje dodatkowe koszt w wysokości ok. 48 miliardów szwedzkich koron w ciągu kolejnych 4 lat. Wg statystyk zaś, aż 16 % obecnych mieszkańców Szwecji urodziło się poza jej granicami. Do niedawna w kraju tym panował niczym nie zachwiany polityczny konsensus nakazujący niekwestionowanie zasadności przyjmowania takiej ilości uchodźców. Utrzymywanie ich generowało jednak koszty znacznie przewyższające wpływy do budżetu. Co więcej, coraz częściej dochodziło do napięć między rodowitą a napływową ludnością, przy czym ta pierwsza mimo górnolotnych haseł od zawsze miewała tendencje mało przyjazne obcym. Przez długi okres sygnały te były ignorowane przez szwedzki establishment, w ostatnim czasie jednak zaczęły się one niebezpiecznie uwidaczniać pod postacią wzrastającego poparcia partii Szwedzkich Demokratów.

Więcej serca, mniej pieniędzy

Jimmie Åkesson
Jimmy Åkesson

Jimmy Åkesson, 35-letni przewodniczący drugiego, jak wydaje się zwycięzcy niedzielnych wyborów, tj. partii SD, która zdobyła ok. 13% głosów, w jednej ze swoich wypowiedzi zawarł interesujące stwierdzenie. Skonstatował on bowiem, że szwedzki model państwa dobrobytu chwieje się w posadach ze względu na ogromny napływ imigrantów i koszty jakie ów stan generuje. Jego zdaniem to jest właśnie przyczyna wszelkich podziałów i segregacji, które są coraz częściej widoczne na szwedzkich ulicach. Kwestia imigracji leży u podstaw większości elementów programu tej partii. Jako pierwsza zdecydowanie obaliła ona panujący dotychczas konsensus w sprawie szwedzkiej polityki migracyjnej. Polegał on, jak wyjaśnił prof. Magnus Blomberg  z Uniwersytetu w Umeå w wypowiedzi dla agencji Reuters, na tym, że główne szwedzkie partie polityczne nie wypowiadały się krytycznie na temat hojnej polityki migracyjnej swojego kraju. Nowa partia zaś dała w końcu możliwość zabrania głosu wyborcom i wyrażenia swojego często skrywanego zdania na ten temat. Wydaje się bowiem, że niezadowolenie społeczne wokół tej kwestii kumulowało się od wielu lat, zaś dominujące partie nie widziały lub nie chciały zauważyć rodzących się napięć. Wg sondażu przeprowadzonego przez jedną z jednostek Uniwersytetu w Göteborgu aż 44 % Szwedów chciałoby przyjmowania mniejszej liczby uchodźców.

Åkesson i jego partia opowiedzieli się m.in. za drastycznym ograniczeniem napływu ludności, przed wyborami proponując zmniejszenie jej liczby aż o (!!!) 90%. To założenie pozwoliłoby bowiem zrealizować propagowany przez nich postulat niemieszania się kultur. Mimo bardzo zdecydowanego charakteru prezentowanych haseł okazało się, że cieszą się ona dużym poparciem społeczeństwa, na co dowodem jest chociażby niedzielny wynik wyborczy. Mimo sympatii społeczeństwa jakim cieszy się SD, inne partie polityczne nie wypowiadają się przychylnie na ich temat, co więcej stanowczo wykluczają jakąkolwiek możliwość ewentualnej współpracy z nimi w przyszłości, bez względu na społeczne poparcie. SD określają mianem ugrupowania rasistowskiego i ksenofobicznego, propagującego czysto populistyczne hasła. Jimmy Åkesson zauważył jednak, że uzyskanie 13% poparcia w wyborach powszechnych uniemożliwia dalsze ignorowanie SD i ich poglądów, w tym tych dotyczących imigrantów i polityki azylowej w parlamencie. Bezsprzecznie ma on racje.

Frederik Reinfeldt próbował wskazać swym rodakom rozwiązanie dotyczące powyższej strategii w jednej ze swoich bardziej popularnych przedwyborczych wypowiedzi. Stwierdził on w niej bowiem, że Szwedzi muszą otworzyć swoje serca dla imigrantów, zaznaczając jednocześnie że dalszy wzrost ich liczby doprowadzić może jednak do tego, że zabraknie pieniędzy na dalsze inwestycje. Wydaje się, że taki ton wypowiedzi doprowadził jedynie do dalszego wzrostu frustracji, co więcej nie dał on wyborcom w żaden sposób do zrozumienia jaki plan na przyszłość ma jego autor.

Prognozy na przyszłość

Nowa koalicja rządowa składająca się z trzech partii lewicowych nie osiągnęła większości w parlamencie. Szczególnie ciekawa wydaje się w tym kontekście sytuacja Socjaldemokratów, bo choć uzyskali oni w wyborach ponad 30% poparcia, to wynik ten nie robi na nikim specjalnego wrażenia. Bywało bowiem, że poparcie dla nich oscylowało w granicach 50 %, zaś ich przywódcy byli prawdziwymi mężami stanu.

Stefan Löfven

Obecny lider partii Stefan Löfven, który wywodzi się z jednego z większych szwedzkich związków zawodowych zajmuje swoje stanowisko zaledwie od roku i wydaje się znacznie mniej charyzmatyczny od wielu z jego poprzedników. Niemniej bezsprzecznie Socjaldemokraci wygrali niedzielne wybory, niosąc na sztandarach hasła o poprawie jakości edukacji, zmniejszenia bezrobocia, ograniczeniu dysproporcji społecznych i walce z rasizmem i ksenofobią. Planują oni także cofnięcie cięć podatkowych o 1/3, czyli o ok.130 miliardów koron szwedzkich i przeznaczenia tych środków na cele społeczne. Założenia te są na wskroś lewicowe i wkrótce doprowadzić mogą do ponownego pogorszenia się sytuacji gospodarczej kraju.

Odchodzący premier Reinfeldt stwierdził niedawno, że partia socjaldemokratyczna odwołuje się w swoich założeniach do realiów, które są już dawno nieaktualne. Partia Umiarkowana zdaniem wyborców równie kiepsko odnajduje się w dzisiejszej rzeczywistości, na co potwierdzeniem jest jej spadające wciąż poparcie. W minionej kampanii zabrakło pomysłów na rzeczywistą poprawę sytuacji kraju, zarówno była, jak i nowa koalicja nie zaproponowały rozwiązań, które z jednej strony byłyby korzystne dla państwa i jego gospodarki, a z drugiej strony cieszyły się poparciem społecznym. W starciu z nowym, wygrało stare i pewne, dające złudne poczucie bezpieczeństwa, reprezentujące szczytne, choć jak się wydaje nieco nieaktualne już idee. Być może zmiany, które zaproponował Frederik Reinfeldt poszły za daleko jak na preferencje Szwedów, a może jednak ich przywiązanie do socjaldemokratycznego porządku w państwie jest zbyt silne. Jedno jest pewne, jeśli główne, szwedzkie partie polityczne nie odnajdą skutecznego rozwiązania na problemy trapiące Szwedów, pomogą im w tym mniejsze partie, reprezentujące interesy obywateli o odmiennych, czasami skrajnych poglądach. Najlepszym przykładem na to jest niedzielny wynik Szwedzkich Demokratów.

Czytaj również